2. miejsce Daniela w III Karpackim Maratonie Rowerowym
„30.07, wystartowałem w N..Sączu w maratonie szosowym, choć w sumie momentami przełajowym, bo były odcinki offroadowe, łącznie ze zjazdem po kamieniach i po łące, jazdą po drodze gruntowej, która po deszczu zrobiła się raczej mokra z kałużami o głębokości nawet kilkadziesiąt centymetrów:). Ale zacznijmy od początku.
Poranek przywitał nas deszczem i gdyby nie to, że wpisowe już opłaciłem to nie wiadomo czy bym pojechał, głównie ze względu na rodzinkę. Po długim wahaniu pojechaliśmy licząc na poprawę pogody. Na miejscu jednak okazało się że pada i nie widać żeby miało przestać. Postanowiłem jednak wystartować bo co mi tam:). Odstawiłem rodzinkę do pobliskiej galerii handlowej i na start.
Od początku zrobiło się ciekawie bo skoczyłem przed startem do toalety i słyszę w niej komendę „start”. Jak wyszedłem, nikogo już nie było. No to piękna rozgrzewka na początku. Gonienie. Dopadłem czołówkę na końcu pierwszego mocnego podjazdu leśnego z odcinkami szutrowymi, a było to jakieś 6km od startu. Potem już w czubie uciekamy. Małe zamieszanie na dojeździe do podjazdu w Chomaranicach i trójka z którą jechałem się gubi, a ja szybko wracam na właściwą drogę i prowadzę inną trójką, gdyż teraz już dobrze znam drogę. To drugi mocny podjazd, chwilami pewnie z 15%. Potem trochę zjazdu i zbliżamy się do „Justu”, na który wjeżdżamy asfaltem, znów po kilkanaście % i tu niespodzianka. Jeden w towarzyszy „ucieczki” oznajmia :”chyba złapałeś gumę!”. No faktycznie złapałem i powoli schodziło. Dojechałem na szczyt na miękkiej gumie. Z Justu zjazd do głównej drogi najpierw po kamieniach a potem po mokrej łące!!!. Na asfalcie dopompowałem powietrze łudząc się że to pomoże. Oczywiście czołówka mi odjechała. Po asfaltowych ok 4km decyduję się jednak zmienić dętkę bo jednak powietrze ucieka i nie jedzie się komfortowo a tu jeszcze nawet nie połowa wyścigu. Wymiany dokonuję na początku drugiego odcinka terenowego-wspomnianej bitej drogi o długości ok 1km. Trwa to oczywiście chwilę, jak to z dętką-ok 5-6minut. W między czasie wyprzedza mnie ok 10zawodników. Teraz zaczynam pościg na całego. Czasem w deszczu, czasem bez niego, ale przez większość dystansu z mocnym chłopakiem z kat. A, który na początku się zgubił i też gonił. Większość dopadliśmy szybko ale było 4, z którymi było ciężko. Po drodze 2 podjazdy, które dały popalić, momentami pewnie ok 20%, a zwłaszcza ten drugi. Wcale nie gdzieś w górach jak poprzednie, tylko na normalnej podrzędnej drodze, a jako, że już mięliśmy trochę dość to tak dało nam w kość, że z kadencją ok 50/min, 10km/h przy moim najlżejszym przełożeniu 39/25, wydawało się że wkrótce staniemy a tu się ciągnie i ciągnie. Tu odjechaliśmy dwóm zawodnikom, których dopadliśmy na wcześniejszym podjeździe. Został jeszcze jeden, niby nie stromy, no może chwilami z 9% ale moc już tak spadła, ze łatwo nie było:). Tu dopadłem jeszcze jednego z czołówki i nawet z mojej kat. Razem w trójkę dojechaliśmy do Sącza, jednak tu troszkę namieszałem, bo w sumie dosyć znam i wiem jak dojechać na metę ale źle sobie skręciłem i okazało się, ze tamci dwaj dojechali kilka sekund przede mną. No cóż mój błąd.
Podsumowując. Złapałem gumę, przez co straciłem ok 6 minut (tyle było na czipach po drodze), z czego odrobiłem 1,5minuty, czyli przez ok 40km jechałem szybciej niż czołówka!. Przyznaję że jechało mi się dobrze. Mocy miałem, choć ostatnie ok 6 km już miałem dość i jechałem siłą woli. Odstawiłem 2 pogonie: po starcie i defekcie. Skończyłem 6 open i 2 w kat., choć przez własną głupotę, bo była szansa lepiej. Może nie o dwa ale o jedno oczko open i 1 w kat., bo ten co ją wygrał miał już kurcze, no i też umierał skoro go dopadłem:)
Na koniec. Cieszę się że wystartowałem. Mimo kiepskiej pogody, ubłoconego rowera, defektu i pogubienia się na końcu przez co straciłem szanse na zwycięstwo w kategorii, to jednak miałem świetny i ciężki trening, z 5 długimi podjazdami z odcinkami o nachyleni kilkanaście i nawet ok.20%. Poza tym zobaczyłem, że mogę ładnie pojechać. A w sporcie liczy się nie tylko kondycja ale i szczęście. Tym razem udało się komu innemu a przecież już nie raz zapewne byłem na podium dzięki defektowi innych zawodników, którzy byli mocniejsi w danym dniu.
Karpacki Maraton Rowerowy to maraton, w czasie którego jedzie się za szlakami rowerowymi, na szczęście w tym roku na niektórych zakrętach gdzie szlaku nie było namalowali strzałki, jednak trzeba było dobrze ich szukać zwłaszcza na mokrym asfalcie bo miały one ok 10-15cm. Do tego na trasie są punkty (było ich 6) gdzie trzeba się zatrzymać i zachipować. Oczywiście nikt nie wie gdzie się one znajdują na trasie, dopóki tam nie dojedzie. To po to by nie skracać trasy:). Ku mojemu zaskoczeniu w tym roku były one zlokalizowane na otwartym terenie w miejscach które można by ominąć (rok temu były pod sklepami albo gdzieś gdzie ci ludzie mieli jakieś zajęcie:)). W tym roku niespodzianka. Tylko jeden z nich był dokładnie tam gdzie się spodziewałem:)”
Zestawienie:
Daniel Mazur
Dystans: (80km)
Miejsce w kat. OPEN:6/83
Miejsce w kat. M3: 2/20


