Dlaczego Jezus?

Aktualności


Sezon 2010 rozpoczęty! ... w Orzeszu

2010-04-05

44Zaczęło się! :-) W niedzielę, 28 marca, odbyły się II Otwarte Mistrzostwa Orzesza w Kolarstwie Górskim. W zawodach wzięło udział aż sześciu przedstawicieli Chrześcijańskiej Grupy Kolarskiej, co jest rekordowym wynikiem od czasu powstania grupy. Zawodnicy rywalizowali na pętli o długości 4,3km. Czterech naszych zawodników wystartowało w kat. wiekowej 31-45 lat, zajmując następujące miejsca na mecie:

5. miejsce - Daniel Mazur
15. miejsce - Wojciech Muś
18. miejsce - Grzegorz Cygan
(na 26 startujących zawodników)
Jacek Kwiatkowski nie dojechał do mety.

W wyścigu elity bardzo dobrze spisali się pozostali dwaj członkowie ChGK:
11. miejsce - Paweł Mrózek
19. miejsce - Tomasz Podlecki
(na 32 startujących zawodników)

Trzeba dodać, że dla Pawła był to pierwszy start w barwach ChGK, a także pierwszy w ogóle start w zawodach rowerowych. Tomek natomiast na co dzień specjalizuje się w maratonach szosowych i start w XC to była również dla niego nowość.
Pod spodem zamieszczamy relacje zawodników.

Relacja Grzegorza:

1"Sezon startowy 2010 zaczął się dla mnie wcześniej niż rok temu. Grupa nasza dostała zaproszenie od organizatora II Mistrzostw Orzesza w XC. Dosyć szybko podsieliśmy decyzję o starcie. Jak się potem okazało był to najliczniejszy start naszego teamu od początku działalności. Wystartowało 6 osób. Punktualnie o 11 razem z Jackiem ruszyliśmy do Orzesza. Jadąc trasą na Wisłę dosyć często spoglądaliśmy w niebo. Słońce wyglądało za chmur by znowu za parę minut znowu się za nie schować. Przed samym Orzeszem musiało trochę popadać bo jezdnia była mokra. Po przyjeździe na miejsce, krótka rejestracja. Na miejscu już byli Paweł i Tomek którzy dotarli na rowerach. Parę minut po nas przyjechał Daniel z rodzinką. Syn Daniela był najmłodszym kibicem na zawodach i poruszał się specjalnym pojazdem przeznaczonym dla niemowlaków - wózkiem głębokim. Po około 40 minutach przyjechał Wojtek z Andrzejem. Andrzeja miałem okazje poznać dzień wcześniej na treningu w Rybniku. Tym razem wcielił się w role fotografa. Cała ekipa już w komplecie. Bardzo byłem ciekaw trasy. Pomiędzy rywalizacją dzieciaków udało nam się przejechać całą trasę. Przed startem krótka wspólna modlitwa aby podziękować Bogu za możliwości które On daje i bezpieczną jazdę. Z racji wieku czterech z nas ja, Wojtek Jacek i Daniel startowaliśmy w kategorii master I. Mieliśmy do pokonania trzy okrążenia po 3.900 każde. Osoby które czuły się mocne bardzo szybko zajęły pierwszą linię startową w tym Daniel. Sędzia dał sygnał do startu. Nagle zakotłowało się, każdy chciał mieć jak najlepszą pozycję wyjściową przed wąskimi zakrętami między drzewami. Mnie już po kilkuset metrach zaczęło brakować tchu. Nie ma co ukrywać jazda w XC to dla mnie prawdziwe wyzwanie, wszystko dzieje się dla mnie stanowczo za szybko. Po około 1 kilometrze pulsometr stracił sygnał i już do samej mety nie nawiązał połączenia z opaską. Po około 2 kilometrach stawka na tyle się rozciągnęła, że każdy mógł już jechać w swoim tempie. Pierwszy odcinek trasy z dużą ilością zakrętów pomiędzy drzewami. Drugi odcinek już był bardziej pasjonujący gdzie po długiej prostej ostry zakręt i przejazd przez małe bagienko z drągami ustawionymi w poprzek. Była tam też tajemnicza blacha na którą przejeżdżając 3 razy nie udało mi się trafić. Przejazd zawsze kończył się w drugiej fazie pchaniem roweru. Za duże błoto i oczywiście za duża masa (moja), aby móc pokonać ten odcinek. Trzeci odcinek po wyjeździe z lasu znajdowała się zalana łąka po której im więcej ludzi przejechało tym robiło się większe bagienko. Na tym właśnie odcinku przy wyjeździe z lasu na ostatnim okrążeniu chciałem zaatakować zawodnika po wewnętrznej i stało się, przednie koło ujechało i gruchnąłem jak długi. Zanim się pozbierałem jeszcze dwóch innych zawodników mnie wyprzedziło. Linie mety przejechałem zadowolony że to już koniec. Z tego miejsca chciałbym podziękować, Pawłowi, Tomkowi i Andrzejowi za wspaniały doping na trasie. I oczywiście całemu teamowi za stworzenie wspaniałej atmosfery podczas całego wyścigu. Do zobaczenia we Wrocławiu."

Relacja Tomka:

1"Na start dojechałem rowerem z Mysłowic (ok 50 km). Pierwszy raz jechałem XC tak szybkie i intensywne dlatego chciałem się dobrze rozgrzać przed startem. W Orzeszu na górze św Wawrzyńca czekali już Grzesiek, Paweł i Jacek. Pojechałem się z Nimi zobaczyć po dwukrotnym objechaniu trasy i obczajeniu wszystkich hopek, zjazdów itp. Błota na początku nie było zbyt dużo, ale pojawiło się dopiero po kilku okrążeniach zawodników i miejscami trasa wyglądała jakby ktoś przepędził tam stado bydła. Dobrze, że strażacy użyczyli węża, żeby można było wypłukać rowery. Start miałem wyznaczony dopiero na 15 więc mogłem kibicować wszystkim naszym zawodnikom.
Wystartowałem razem z Pawłem praktycznie po 200 metrach wyciąłem glebę na zakręcie. Nie jestem przyzwyczajony do prostej bardzo precyzyjnej kierownicy górala, nie ma to jak ster mojego krążownika na shimano 105. Paweł pojechał dalej i już go nie dogoniłem. Praktycznie cały wyścig walczyłem o pozycję z trzema zawodnikami z czego jednego udało mi się pokonać pod koniec wyścigu. Podziękowania dla:
- Wojtka za podawanie bidonu i doping bo nie wziąłem nic do picia, chcąc przycwaniakować i mieć lżejszy rower
- Grześka, Andrzeja, Jacka za doping
- mojej żonie za otworzenie drzwi do domu i akceptację nieludzkiego smrodu i wyglądu po wyścigu"

Relacja Pawła:

1"Zawody w Orzeszu były dla mnie wielkim wydarzeniem, do którego solidnie przegotowywał mnie cały sztab fachmanów od sprzętu, trenerów, sponsorów, mentorów (...) Niczym zaplecze ekipy F1. Z tego miejsca gorąco dziękuję Tomkowi za żmudne godziny poświęcone serwisowaniem bike'a na to abym mógł trenować na i aby w efekcie dojechać na mojej bestii na zawody :D Jak to często bywa rowerek przygotowany na tip-top w niedzielny poranek zrobił hop i paręset metrów pedałowałem bez zębatki w tylnej przerzutce (powrót, obmacywanie mokrej ulicy, znalezienie zguby, pomoc zabijaki indyków w kwestii pożyczenia kluczy, parę przejechanych czerwonych świateł, deszczyk i dojechanie jak się okazało jako pierwszy pod namiot wydawczy numerów startowych. uff) Z nudów obszedłem trasę pieszo i nie wiem czy trasa czy skala trudności i ilość błota na niej podniosła mi znacznie tętno :P Celem do osiągnięcia dla mnie było przejechanie/udział w zawodach tak aby zakończyć je cało i zdrowo, jednak z pewnością nie mogłoby to stanowić o jakiejś satysfakcji (nie zdążyłem wymienić korby z przodu i hmm... miałem problem.... więc nastawiłem się, że każdą górkę pokonam zu Fuss, a z górki mit dem Fahrad :D Nastawienie mało optymistyczne ale pogoda ducha i chęć dobrej zabawy była ogromna, szczególnie, że czułem się swobodnie mając tylu Was braci wokół. Po świetnym rozpoczęciu ZABAWY przez ekipę, Grzegorz ;) ku ogromnej mojej radości i frajdzie pozwolił mi dosiąść swojego rumaka i cieszyć się pewnością sprzętu. Powiem Wam, że do tych zawodów po raz 1. w życiu podszedłem tak jak powinienem traktować wszystkie poprzednie (tzn. nie przejmując się stresem, z głową i myślą, że nie reprezentuję siebie ale zespół i chęcią rywalizacji nie z czasem ale zawodnikami). Co mnie zmobilizowało najbardziej? To aby mnie nikt nie zdublował!! Start był szybki ("Ale urwał" ktoś krzyknął), więc pędu nabrałem dopiero na podjeździe za pierwszym bagienkiem i zacząłem wyprzedzać zawodników (dopingując ich bo niektórzy już wtedy mięli niezłą zadyszkę), kilku jadących wyprzedziłem biegnąc przez błoto. Och... jak miło było mijać pierwsze i kolejne okrążenia widząc, słysząc doping zespołu!!!!!!!! DZIĘKI!!! Na 3. okrążeniu trochę się pogubiłem tracąc czas na szukanie największych rynienek w błotnistej brei (niezłą zabawę miałem ścigając się z szosowcem, cieszyła mnie jego postawa, bo wzajemnie walczyliśmy i dopingowaliśmy się). Ostatnie kółko to oczywiście pogoń, ostatnie pożegnanie trasy i próba pobijania prędkości na zjazdach oczywiście z głową aby nie stracić pozycji. Na końcówce mijałem jakiegoś kolarza, który okazał się później wyczerpanym uczestnikiem, który chyba nie raczył się ścigać ze mną. Oj jestem pod wrażeniem poświęcenia chłopaków, których krzyki słyszałem już zza drzew, profesjonalnymi ruchomymi checkpointami w wykonaniu Wojtka - udzielaniem wskazówek, podawaniem wody, a najbardziej cieszyły mnie uśmiechy Was chłopaków, które witały mnie na mecie. Co mogę więcej powiedzieć? mogło być lepiej? Pewnie! Ale po co? Było świetnie bo dojechałem w 100% zdrowy dzięki Bogu!!! Ktoś powie: Ale to chyba słaba zawody skoro ani razu się nie wywróciłeś co? Może i racja :) ale jak mogłem myśleć o wywrotkach skoro nogi nie są jeszcze ogolone? ŻART taki :P
W drodze powrotnej towarzyszyła mi piękna tęcza i czego chcieć więcej? Cieszę się już na kolejne zawody!!"

Relacja Daniela:

1"Wyjazd do Orzesza zaczął się troszkę nerwowo. Nie mogłem zamontować roweru na bagażnik. Okazało się że musiałem odkręcić nakrętkę od wentylka komory negatywnej w amorze i wtedy weszło na minimetry(całe szczęście, ze spróbowałem ponownie choć wcześniej zrezygnowałem z prób - widać Bóg pełnił rolę suflera :))
Na miejsce dojechaliśmy nico później niż reszta ale wystarczająco wczesnie aby się spokojnie przebrać i objechać trasę a nawet schłodzić przed startem :). Będąc na starcie mogłem rzucić okiem na rywali i widziałem kto jest mocny - rzadko się mylę mimo oceny jedynie po wyglądzie :). Naliczyłem tak koło 6-7 gości z którymi może być ciężko i ostatecznie w pierwszej dziewiątce byli wszyscy przeze mnie wytypowani :) - dobrze, ze ja też się tam znalazłem :):):):)
Ale wracając do opisu samego przebiegu zawodów.
Sama trasa tak jak się spodziewałem - przełajowa (choć tylko jedno, ew.dwa biegania) i niezbyt błotnista, z wyjątkiem dwóch odcinków (jeden w lesie, a drugi na łące)+ zagłębienie z błotem i fosa do przeskoczenia :). Gdyby nie te odcinki trasa byłaby piekielnie szybka a tak troszkę "dusiło"
Sam start, jak zwykle w moim wykonaniu. Reakcja perfekcyjna ale sam rozpęd kiepski i potem trzeba nadganiać ale i tak po zawijaskach początkowych wszystko się ustaliło. Pierwsza dwójka "Twomarkowców" powoli odjechała a potem trójeczka (w niej ja) "pomknęła" koło za kołem. Właściwie drugie okrążenie ustaliło kolejność, szczególnie po tym jak zaryzykowałem szukając nowego "objazdu" błota i utonąłem w powyższym co skończyło się nakryciem przez rower ale na szczęście niegroźnym bo prędkość minimalna no i miękko :). Niestety ten co jechał przede mną odskoczył nieco i mimo że momentami się sporo zbliżałem, ostatecznie nie dałem mu rady. Niewątpliwie brak jeszcze wyjeżdżonych kilometrów.
Podsumowując sam wyścig: 5. miejsce, niegroźna wywrotka i ogólnie przyjemna przejażdżka/trening, choć szkoda, że poza pudłem :).
A jeśli chodzi o pozostałe kwestie to miłe spotkanie z braćmi. Mogłem poznać kolejnych członków grupy (Grześka już znam). Wrażenia? Pozytywne :). Cieszę się też iż mogłem wystąpić w stroju "firmowym" :)za który bardzo dziękuję. Tak przy okazji dzisiaj też jeździłem w naszej koszulce :).
Dziękuję za doping i za zdjęcia :). No i cieszę się też, ze mój syn mógł zaliczyć swoje pierwsze zawody i że mi kibicował :).
Szkoda, ze musieliśmy szybko się zwijać ale tak to bywa z dziećmi. I tak mały dzielnie zniósł podróż (w sumie to głównie spał :) - z przerwami na jedzenie."


   Wspierają nas:
 
   Polecamy:
Petla Beskidzka
 
   Wsparcie medialne:
Radio Pielgrzym Rowery.org
 
   Stroje wykonała Firma:
Sportgang
 
osób on-line: 3   •   dzisiaj odwiedzin: 19   •   wszystkich odwiedzin: 30194
Copyright © 2010 by ChGK  •  Serwis oparty na autorskich skryptach Marcina Zabłockiego - Zablocki.info.pl