Dlaczego Jezus?

Aktualności


Udany start zawodników ChGK w Trzebnicy

2010-04-30

47W sobotę 24 kwietnia odbył się IV Trzebnicki Maraton Rowerowy "Żądło Szerszenia".
Na starcie zawodów pojawiło się trzech zawodników Chrześcijańskiej Grupy Kolarskiej.

ChGK na dystansie 120 km reprezentowali: Paweł Mrózek i Michał Okoński. Na GIGA (240 km) startował Tomasz Podlecki.

Na 443 zawodników, Michał zajął 9. miejsce w kat. M2 (31. w Open). Paweł uplasował się na 12. miejscu w kat. M2 (49. w Open). Należy nadmienić, że sezon 2010 jest pierwszym dla Pawła Mrózka w kolarstwie, zaś start w Trzebnicy był jego pierwszym wyścigiem szosowym.
Tomasz Podlecki zajął 8. miejsce w kat. M2 (41. w Open).

Relacja Tomka:

1"Zaczęło się od samego rana... Nasza trójka wstała obudzona chłodem poranka na pobliskiej stacji Orlen. Paweł Palco miał trochę gorzej bo spał na karimacie poza autem, ale wyglądał na jak zwykle zadowolonego. (Trudno nie być skoro przywiózł ze sobą dwie puszki makaronu, zapewne posypanym EPO).
Start mieliśmy o 9:16. Cała nasza trójka Paweł, Michał i Ja (czemu nie było Karoliny?) wystartowaliśmy i równo zaczęliśmy przyspieszać od samego początku. W tych maratonach jest tak, że nigdy nie wiadomo kto jaki dystans jedzie (240 albo 120km). Postanowiłem jednak, że pomimo, że jechałem 240km pociągnę peleton razem z Michałem i Pawłem. Chyba szło nam całkiem nieźle skoro urwaliśmy z peletonu co najmniej 20 osób. Później poczułem, że muszę zacząć trochę magazynować siły na swój dystans bo byłoby głupio odpuścić po 120 kilometrach, tak więc po 60 kilometrach puściłem Pawła z jakąś grupką, a sam dołączyłem do takiej gdzie moje tętno wskazywało 70 % moich możliwości.

Na jakimś 100 kilometrze moja grupka rozsypała się na podjazdach, ale patrzę i nie wierzę... przede mną pełno kobiet. Skąd się wzięły? Albo są tak dobre i dojechały tak szybko albo faceci nie dawali ich na zmiany i stąd mają tyle sił. Jadę dalej obracam się, dopędza mnie dziadek po sześćdziesiąte i mówi, że jedzie ze mną bo musi dogonić jednego gościa... Jechaliśmy więc do samej mety pierwszego okrążenia na 120 kilometrze. Szybko napełniłem bidony wodą i coś zjadłem i pojechałem dalej. Zaczął się pierwszy kryzys. Ból mięśni, lekki mentalny odjazd, widzenie na biało. Zjadłem banana, łyknąłem magnezu i przeszło na 20 sekund. Dopiero po 20 minutach organizm sam się bronił wydzielając endorfiny. Widziałem jak minął mnie Zdzisław Kalinowski, ale uznałem to za halucynacje bo to nie możliwe, żeby ktoś tak szybko jechał. Potem to już była na przemian walka ze zmęczeniem i bólem mięśni. Co w tym ciekawego ktoś powie? Była taka bajka jak król kazał poddanym rozweselić księżniczkę. Każdy komu się nie udało miał zostać skrócony o głowę. Jeden szewc zrobił jej buty z trzycentymetrowymi gwoździami w środku. W ostatniej chwili kiedy księżniczka klęła na niego do siódmego pokolenia, kazał jej zdjąć buty i w ten sposób ją uszczęśliwił. Morał z tego taki, że nic nie przyjdzie łatwo, a co nagle to po diable.
Codziennie dziękuję Bogu za sprawne nogi i rower."

Relacja Michała:

1"Trzebnica przywitała nas piękną, słoneczną pogodą. Mimo słońca rano było dość chłodno, dlatego też miałem, już tradycyjnie, problemy z właściwym ubraniem się. Do wyścigu zawodnicy startowali w grupach dziesięcioosobowych. Tak się złożyło, że w mojej grupie startowali pozostali kolarze ChGK.
Od startu Paweł Mrózek wystrzelił jak z procy. Od pierwszych kilometrów nadawanie tempa w grupie spoczęło, w dużej mierze, na zawodnikach ChGK. Po niedługim czasie dochodziliśmy zawodników z grup startujących przed nami. Co chwilę układ w "peletonie'' się zmieniał - raz dochodziliśmy kogoś, a raz nas ktoś dościgał.

Wśród pięknych widoków i dość mocnego tempa przeleciało 120 km. Po wyścigu zawodnicy mogli regenerować siły przy bardzo dobrze przygotowanym zapleczu żywnościowym. Czekając na Tomka Podleckiego, który jechał długi dystans mogłem zapoznać nowych kolarzy, a także spotkać dawnych kolegów z wyścigów.

Dziękuję Bogu za przejechanie wyścigu w zdrowiu i szczęściu i za bardzo dobrze spędzony czas. Formy może jeszcze nie ma, ale myślę, że z czasem przyjdzie."

Relacja Pawła:

1"23 kwietnia o 22:30 leżałem na łóżku - obolały po czwartkowym treningu rugby 7 (na którym ponaciągałem dwójki) i myślałem, że tylko cud może sprawić, aby za kilka godzin być paręset kilometrów na zachód na wymarzonym pierwszym maratonie szosowym. Dzięki Pistolet'owi i zagadującemu go Michałowi stworzyliśmy team, który autkiem brawurowo pokonał slalom miedzy poustawianymi pachołkami i dziurami na drodze. Metę przekroczyliśmy 02:35 i do 06:00 spaliśmy w **** Hotelu Orlen w Trzebnicy.

Zażenowany brakiem śniadanka ze strony obsługi lokum, wyciągnąłem spod ręcznego, puchę makaronu i błogo... zaczął mi się urywać film (...) Rzutem na taśmę zdążyliśmy odebrać numery startowe w biurze zawodów. Spokojnie, do startu jeszcze dwie godzinki (w sam raz na poszukanie dogodnego miejsca aby załatwić sprawy porannej toalety). I tak 2 min. przed zbiórką kręciłem z jakiegoś zakuprza, bo zagadałem się z portierem (pobliskiego szpitala), który użyczył mi swojego apartamentu na parę sekund.

Przed samym startem zdążyłem przypomnieć sobie listę motywów, które mogą mnie zmobilizować do walki. 3..2..1 Ruszyłem jako pierwszy i na tej samej pozycji wpadłem w złą uliczkę, więc już z początku zacząłem zabawnie. Plan spisku dopracowany w szczegółach pozwolił abyśmy jako "ChGK spoczko team" poszarżowali i rozbili w strzępy tłum kolarzy startujących w naszej grupie. Scenariusz do 63km był prosty (zmiany, szarpane tempo, mijanie kolejnych ekip i nadawanie swojego rytmu pozostałym). Kilku próbowało walczyć, ale zawsze z przodu był ktoś z ChGK. Mocno pracującego Pistolet'a wymienił Maciek Woźniak, na którego liczyłem, że uda mi się z nim pociągnąć. Mimo wielkich ambicji towarzysz osłabł i podjąłem decyzję, że muszę go zostawić i zacząć gonić uciekającego mi w międzyczasie w mocnym peletoniku Michała. Samotna pogoń trwała 30 km po górkach w wietrznych promieniach słońca. Kolejne 10km pokonałem z Kamilem Ciechomskim zastanawiając się czy wystarczy mi tylko jeden bidon izotoniku... Kilka piątek przybitych z wrzeszczącymi dzieciakami dodało mi skrzydeł. Finiszowe metry dłużyły się... końcówa! W końcu przypadkiem wpadłem na METĘ, dzięki policjantowi, który mi ją wskazał lizakiem. HUURRRAA ! 3:25 na 120km to mój nowy rekord.

To był dopiero początek świetnej imprezy! Jak robot chodziłem między bufetami magazynując co się da. Do stolika doczłapałem i zamiast tam pozostać, zostawiłem dobytek i popedałowałem za wicemistrzem na dystansie 120km. Spędziłem długi-świetny czas na wymianie wrażeń z wyścigu z tym sympatycznym i skromnym gościem. Tak już do słonecznego wieczora w duchu kolarskiego święta spędziłem dzień na nawiązywaniu nowych znajomości, kibicowaniu dojeżdżającym 240-kilometrowym "wariatom", rozszarpywaniu karczków zagryzanych bananami i cieszeniu się z medalu!"

Zapraszamy do galerii gdzie zamieściliśmy fotografie z tego wyścigu. Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony maratonu: http://www.maraton.trzebnica.net/


   Wspierają nas:
 
   Polecamy:
Petla Beskidzka
 
   Wsparcie medialne:
Radio Pielgrzym Rowery.org
 
   Stroje wykonała Firma:
Sportgang
 
osób on-line: 5   •   dzisiaj odwiedzin: 22   •   wszystkich odwiedzin: 30197
Copyright © 2010 by ChGK  •  Serwis oparty na autorskich skryptach Marcina Zabłockiego - Zablocki.info.pl