Aktualności
Sezon maratonów MTB rozpoczęty! we Wrocławiu
2010-05-08
Inauguracyjny start w maratonach MTB za nami! 25 kwietnia, we Wrocławiu, odbyła się pierwsza w tym roku impreza z cyklu MTB Bike Maraton. Zawody odbyły się przy pięknej, słonecznej, wiosennej pogodzie. Zaowocowało to rekordem frekwencji. Na starcie stanęło 1610 zawodników (!), a wśród nich dwóch przedstawicieli Chrześcijańskiej Grupy Kolarskiej - Grzegorz Cygan oraz Paweł Gilewski. Nasi zawodnicy walczyli dzielnie na szybkiej, zatłoczonej trasie, zajmując ostatecznie następujące pozycje:
Grzegorz - 30. miejsce w kat. M4 na 122. zawodników (258. w OPEN na 788 startujących);
Paweł - 81. miejsce w kat. M3 na 250 zawodników (241. w OPEN).
Relacja Grzegorza:

"W sobotę, dzień przed maratonem, przyjechał Paweł z Zielonej Góry i przywiózł nowe stroje. Ucieszył mnie ten fakt niezmiernie, gdyż na rozpoczęcie cyklu Bikemaratonu będziemy mogli wystartować w nowych strojach. Postanowiliśmy wyjechać wcześniej niż zwykle, gdyż pamiętni doświadczeń z lat ubiegłych, nie chcieliśmy stać w tasiemcowej kolejce po numer startowy. Punktualnie o 6 rano wyjechaliśmy z Katowic, a na miejscu byliśmy już po 9. Dobre miejsce na parkingu i bardzo szybkie załatwienie spraw organizacyjnych. Piękne, bezchmurne niebo przyczyniło się do rekordowej frekwencji w cyklu, około 1600 osób !!! Ta ilość robi wrażenie. Grzecznie ustawiłem się na końcu swojego sektora i czekałem na start. Jak się potem okazało start został opóźniony, ponieważ taka była liczba startujących, że nie byli w wyznaczonym czasie odebrać numerów startowych. Wreszcie start. Tumany kurzu i grupa 120-czterdziestolatków pędzących, aby zająć jak najlepsze miejsce. Dochodziło do tego wyprzedzanie słabszych zawodników z kategorii M3. Naprawdę było bardzo ciasno. Cały czas wypatrywałem jakiegoś podjazdu, ale bezskutecznie, trasa okazała się całkowicie płaska (może poza jednym, małym wzniesieniem). Często też na zakrętach dochodziło do kolizji. Z taką ilością startujących i bardzo szybką trasą musiało do tego dochodzić. Ostatnie 10km udało mi się doczepić do jadącego pociągu, co dało mi możliwość przeskoczenia o kilka miejsc. Na mecie okazało się, że Paweł przyjechał 32 sekundy wcześniej. Przed startem Paweł żartował, że poczeka na mnie na pierwszym bufecie, ale niestety na bufecie pierwszym go nie było. Nie było go również na drugim i trzecim. Teraz już wiem dlaczego Pawła nie mogłem dogonić - porostu ogolił nogi. Może trzeba będzie zrobić to samo, bo w Zdzieszowicach, gdzie zacznie się prawdziwe ściganie, gościu będzie nie do dojścia."
Relacja Pawła:

"Dzień przed startem przyjechałem do Katowic "w sprawach służbowych", gdzie przy okazji spotkałem się z Grzegorzem i zostawiłem na przechowanie mój rower. Następnego dnia ok. 6:00 rano stawiłem się pod domem Grzegorza i po zapakowaniu wszystkiego wyruszyliśmy w kierunku Wrocławia. I tu podziękowania dla Grzegorza, który pilotował mnie całą drogę, jadąc z przodu. Na miejsce dotarliśmy bardzo sprawnie dzięki Grzegorzowej znajomości topografii Wrocławia :-) Parkingi były już przygotowane, a miasteczko startowe powoli zaczynało ożywać. Poszliśmy załatwić niezbędne formalności, a po powrocie położyłem się w aucie i próbowałem trochę pospać. Po bardzo pracowitej sobocie byłem zmęczony i niewyspany. Zapaść w błogi sen się nie udało, ale trochę odpocząłem. Później zaczął się cały rytuał przygotowań do startu. W międzyczasie przyjechał kolega Jacek z rodziną oraz Mateusz z żoną i mieliśmy okazję się poznać na żywo :-) Dołączył jeszcze do nas Wojtek, który miał pojechać z synem, Bartkiem na dystansie HARO. W końcu stanęliśmy w sektorach. Tym razem oddzielnie, ponieważ Grzegorz od tego roku jeździ z czerwoną naklejką ;-) (kat. M4).
Po starcie pierwsze kilometry (dzięki Wojtek za doping! :-) ) minęły na wręcz spacerowej jeździe i dość częstych postojach, spowodowanych tworzącymi się korkami. Dopiero gdzieś w połowie dystansu trochę się rozluźniło i można było jechać swoim tempem. Nie spinałem się jakoś mocno, starałem się jechać równo i co jakiś czas oglądałem się czy nie widać goniącego mnie Grzegorza. Mimo braku jakiegoś ekstremalnego tempa pod koniec zaczęły mnie łapać skurcze podczas wymuszonych postojów. Bardzo się zdziwiłem ponieważ w ubiegłym roku rzadko mi się to zdarzało nawet na górskich trasach. Widać, że czegoś mi brakuje.
Na mecie okazało się, że Grzegorz przyjechał tuż za mną. Dzieliły nas 32 sekundy (+ czas opóźnienia sektorowego) i później żałowałem, że jednak nie poczekałem gdzieś dwóch minutek na Grzegorza.
Podsumowując, impreza udana, pogoda dopisała. Ot, taki dobry start na przetarcie przed bardziej wymagającymi edycjami."
Zapraszamy do galerii gdzie zamieściliśmy fotografie z tego wyścigu. Zdjęcia pochodzą z prywatnych zbiorów ludzi, którzy poświęcają swój czas i środki aby służyć innym swoim talentem. M.in. Joanna Tomes, Bartek Sufin i inni, którym bardzo serdecznie dziękujemy za ich obecność na trasach i zdjęcia, które przywołują wspomnienia. Sprawiacie nam wielką frajdę! Dzięki!