Dlaczego Jezus?

Aktualności


3. miejsce Tomka Podleckiego w Pucharze Ustronianki!

2010-05-22

50W sobotę 15 maja, odbył się Maraton Szosowy o Puchar "USTRONIANKI" (w ramach cyklu Dobre Sklepy Rowerowe ROAD Maraton). Bardzo dobrze podczas tej imprezy zaprezentowali się zawodnicy Chrześcijańskiej Grupy Kolarskiej. Po pokonaniu 98 kilometrów górskiej, asfaltowej trasy, Tomasz Podlecki uplasował się na 3. miejscu w swojej kategorii wiekowej (23. w OPEN) i jako pierwszy zawodnik ChGK, stanął w bieżącym sezonie na "maratońskim" podium! Gratulujemy!
Wiesiek Legierski uplasował się na 7. pozycji w kat. "B", natomiast Paweł Mrózek z uwagi na wydłużenie trasy... przez samego siebie, dzięki szczęściu w nieszczęściu dotarł na metę na 12. pozycji w kategorii wiekowej "A" (50. w OPEN).


Relacja Tomka:

"To był bardzo udany maraton, ale tylko dzięki Wieśkowi Legierskiemu i jego grupie mastersów, którzy nas pociągnęli aż do samego podjazdu pod równicę (tam gdzie kończył się etap Tour de Pologne).
Na początku z powodu pośpiechu i zerowej rozgrzewki przytkało mi płuca flegmą z oskrzeli przez co odpadłem od grupy czołowej. Jak już doszedłem do siebie to jechałem jeszcze z trzema kolarzami i w sumie tak przez jedno okrążenie zanim doszli nas kolarze z grupy Wieśka. W sumie o trzecim miejscu zdecydował sam podjazd gdzie udało mi się najwięcej nadrobić bo tak naprawdę różnice czasowe pomiędzy zawodnikami były niewielkie.
W klasyfikacji mężczyźni do lat 30 jechali 95 km a kobiety chyba jedno okrążenie mniej.
Ogólnie musimy dopracować z Palco von Mroozek pracę w grupie bo mamy cechy, które sobie wzajemnie przeczą. Ja wolniej się rozgrzewam i moc łapię dużo później, a On z kolei ciśnie ostro od samego początku, a więcej byśmy zrobili jadąc razem. Ale wszystko przed nami."


Relacja Pawła:

1"Start w Beskidach wspominam niesamowicie dobrze mimo tego, że ostatecznie do pierwszego miejsca dzieliła mnie 38 minutowa przepaść... Jak do tego doszło? O moich przeżyciach, walce, nowych doświadczeniach i wyzwaniach dowiesz się po przeczytaniu relacji ROAD MARATON o Puchar Ustronianki 2010 :D

Trasa składała się z trzech 25-kilometrowych rund i z 23-kilometrowego finiszu z metą na Równicy. Biuro zawodów znajdowało się przy stadionie Kuźni. Stamtąd co pięć minut, dziesięcioosobowe ekipy maratończyków były puszczane przez organizatorów na faktyczne miejsce startu mieszczące się w Cisownicy.

Dobry nastrój towarzyszył mi z samego rana, a już w ogóle gdy w grupie startowej mogłem cieszyć się z towarzystwa Tomka Podleckiego (Pistoleta). Kameralna grupa starterów sprawdziła obecność, ciśnienie w oponach - żar; 3, 2, 1...GAZ! Automatyczne włączyłem wysokie obroty robiąc 100-metrową przewagę, aby sprawdzić, który z zawodników podejmie wyzwanie. Dwóch się znalazło i zaraz po ostrej zabawie na podjeździe byliśmy już sami pędząc z góry do 12km z zawrotną prędkością. Na skrzyżowaniu strażacy zabezpieczający trasę nie byli w stanie wskazać
kierunku trasy i....tu zaczęły się problemy ;-( 4-min trwała narada (skręcić w lewo, w prawo... a może zawrócić? ) i tak zrobiliśmy. Jadąc z powrotem ciągle spotykaliśmy zdezorientowanych uczestników wyścigu, którzy podobnie pogubili się na trasie z powodu słabego oznakowania jej, braku kompetencji os. zabezpieczających, własnego braku orientowania się i nie przestudiowania mapy trasy. Pierwszą rundę przebyłem szczęśliwie(nie wiem dokładnie czy zgodnie z tym jak była ona zaplanowana) z nadwyżką 15 kilometrów. Na drugiej mocno się pilnowałem (tylko raz zawracałem) i zacząłem jechać ostrożniej z tego względu, że na skrzyżowaniach nie było żadnej ręki kierującej ruchem, która mogłaby mi umożliwić przejazd bez zatrzymania się. Nurtowały mnie pytania: co robić? ścigać się? zrezygnować? NIE! Dojechać - TAK! i to w jak najlepszym stylu, potraktować edycję jako wspaniałą wycieczkę, trening, możliwość ciszenia się z atmosfery na trasie, widoków i wyjątkowo dobrej pogody ;) Właściwie czułem się dziwnie, bo tak naprawdę przez nikogo nie zostałem wyprzedzony w taki sposób, że któryś z zawodników na moich oczach by mnie mijał, a z drugiej strony byłem świadomy tego że czołówka jest poza zasięgiem. Jeślibym chciał nawiązać walkę o miejsca musiałbym powiększyć silnik o parędziesiąt koników, użyć teleportacji, cofnąć czas bądź połączyć wszystko razem :P Jedynymi akcentami dodającymi mi skrzydeł były momenty dościgania-mijania zawodników połączone z krótką wymianą zdań, podjazdy, zakręty na długich zjazdach i wesołe myśli: "czy ja jadę na trasie wyścigu czy to nie jest przypadkiem A4 na Kraków?" ŻĄRTUJĘ!! Wreszcie napisy na drodze: "ojoj 4km podjazdu", "meta już blisko", "kwiaty dla Oli",.. Czułem się jak robot z nogami twardymi jak stal, którego płuca przyrównałbym do worków wypełnionych pokrzywami. Usta to dziewicza Sahara a META to fatamorgana-przeżycia pierwsza liga! Polecam wariatom:D Uczestnikom tegorocznej edycji TdP oczywiście: powodzonka! :P Finisz. Jupii !! Gratulacje dla oczekującego Pistoleta, pierwszy wybuch emocji, burza wrażeń, cieeepła herbatka, duużo pozytywnej energii i ogólna radocha ;-) Cieszę się z nowych lekcji (nie zawsze o zwycięstwie decyduje sprawność fizyczna, ale również dobra kondycja umysłowa, orientowanie się w terenie i szczęście). Dzięki zdobytym doświadczeniom, mam świeży zapał do kolejnych startów! dozo w Lesznie -3-3--"

Zapraszamy do galerii gdzie zamieściliśmy fotografie z tego wyścigu. Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony maratonu: http://www.roadmaraton.pl/


   Wspierają nas:
 
   Polecamy:
Petla Beskidzka
 
   Wsparcie medialne:
Radio Pielgrzym Rowery.org
 
   Stroje wykonała Firma:
Sportgang
 
osób on-line: 3   •   dzisiaj odwiedzin: 24   •   wszystkich odwiedzin: 30199
Copyright © 2010 by ChGK  •  Serwis oparty na autorskich skryptach Marcina Zabłockiego - Zablocki.info.pl