Dlaczego Jezus?

Aktualności


11. miejsce Grzegorza w Bielawie

2010-06-05

5116 maja odbyła się druga edycja SKANDIA Maraton LangTEAM. Tym razem zawodnicy rywalizowali na malowniczej trasie w Bielawie. Wśród nich był przedstawiciel ChGK - Grzegorz Cygan, który wystartował na dystansie Medio (50km). Pokonanie trasy zajęło Grzegorzowi 3h17'53" co przełożyło się na bardzo dobre 11. miejsce w kat. wiekowej M4! Gratulujemy!


Oto relacja Grzegorza:

"Skandia Lang Maraton był cyklem, w którym nie miałem przyjemności wystartować w poprzednim sezonie. Postanowiłem to zmienić. Paweł wypowiadał się w samych superlatywach o Bielawie z zeszłego sezonu. Wstępnie planowaliśmy wybrać się razem z Pawłem i Wojtkiem na tegoroczną edycję. Jednak na tydzień przed startem Pawła dopadła choroba, a Wojtek musiał zweryfikować swoje plany wyjazdowe. Im bliżej startu, sam zacząłem nabierać coraz więcej wątpliwości, czy wystartować. Prognozy zapowiadały się fatalnie. Na Śląsku fala ulew przetaczała się co kilka godzin. Radio i telewizja przekazywała informację o możliwości powodzi. Nie bacząc na prognozy spakowałem sprzęt i w ulewie zmierzałem do Bielawy. „No to teraz na bank przyjdzie jechać w deszczu – pomyślałem”. Jednak jakie było moje zdziwienie, jak w okolicy Strzegomia przestało padać. Na miejscu okazało się, że trasa została skrócona z 58km do 50km, ze względu na powywracane drzewa tarasujące część trasy. Start w Bielawie wyobrażałem sobie jako spacerek, z kilkoma podjazdami, jednak zaraz po starcie musiałem tą tezę bardzo zweryfikować. Start maratonu znajdował się u podnóża Łysej Góry. Kilka kilometrów asfaltu, a następnie jazda po wale od Zbiornika Sudeckiego. Wiatr był tak silny, że trzeba było się nieźle napocić, aby z przyzwoitą prędkością przesuwać się do przodu. Koniec asfaltu i wjazd do lasu i zaczął się siedmiokilometrowy podjazd na Żebrak. Podjazd nie miał końca. Jest szczyt.. Na szczycie zobaczyłem z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Błoto. Bardzo dużo błota. Na zjazdach, zamiast odpoczywać, musiałem jeszcze bardziej się skupić, aby nie wypaść z trasy. Na kolejnym podjeździe, około 32km, dopadł mnie ból lewej nogi pod kolanem. Trochę mnie to zdziwiło, tym bardziej, że nie przeciążałem kolan wjeżdżając pod górę z większą kadencją niż zwykle. Od tego momentu bardziej przypominało to walkę o przetrwanie niż wyścig. Jeszcze na żadnym maratonie tak bardzo nie wyczekiwałem mety, a liczba kilometrów wyświetlanych na liczniku nie chciała maleć. Raz za razem inni zawodnicy wyprzedzali mnie, a ja z pokorą musiałem patrzeć na ich plecy, jak coraz bardziej oddalają się i znikają za kolejnym zakrętem. Po 18-tu kilometrach dokulałem się do mety. Oj, jaka to była ulga jak ją przekroczyłem.
Maraton w Bielawie godny polecenia. Góry Sowie mają swój klimat i chciałbym je przejechać, ale w całkowicie odmiennej aurze – słoneczko i cieplutko, to lubię, może tak będzie za rok."


   Wspierają nas:
 
   Polecamy:
Petla Beskidzka
 
   Wsparcie medialne:
Radio Pielgrzym Rowery.org
 
   Stroje wykonała Firma:
Sportgang
 
osób on-line: 4   •   dzisiaj odwiedzin: 20   •   wszystkich odwiedzin: 30195
Copyright © 2010 by ChGK  •  Serwis oparty na autorskich skryptach Marcina Zabłockiego - Zablocki.info.pl