Aktualności
Drugie miejsca Karoliny i Pawła w Lesznie!
2010-06-18
W sobotę, 29 maja odbyła się piąta edycja Leszczyńskiego Maratonu Rowerowego (LMR). Do Leszna przybyły setki pasjonatów dwóch kółek. Pojawili się kolarze, których nazwiska, w poprzednich latach, figurowały na listach grup zawodowych. Jednakże, można, chyba, śmiało stwierdzić, że przeważającą część stawki stanowiły osoby, dla których jazda na rowerze jest formą aktywnego wypoczynku i sposobem na utrzymanie prawidłowej kondycji organizmu.
W wyścigu wzięli udział zawodnicy Chrześcijańskiej Grupy Kolarskiej w składzie: Karolina Stachowiak, Paweł Gilewski, Michał Okoński, Tomasz Król, Paweł Mrózek i Tomasz Podlecki.
Dwóch kolarzy ChGK: Paweł Mrózek i Tomasz Podlecki wystartowało na najdłuższym dystansie (GIGA) - 230 kilometrów.
Na słowa uznania zasługuje Paweł, który zajął 5. lokatę w kategorii M2. W "OPEN" był 11. Przypomnijmy, że jest to dopiero pierwszy kolarski sezon dla tego zawodnika.
Zwycięzcą "królewskiego" dystansu został Robert Syc z z klubu Real 64-sto.
O przyzwoitym wyniku niestety nie może mówić Tomasz Podlecki, którego defekt sprzętu wykluczył z jazdy w maratonie.
Tak Paweł Mrózek w dość humorystyczny sposób opisuje swój start w Lesznie:

"Rezultat startu kolarskiego przyrównałbym do liczby, która występuje w postaci potęgi. Na udany i szczęśliwy wyścig składa się bardzo wiele różnych czynników, które muszą doskonale współgrać. Owe potraktowałbym jako wartości potęgi wyniku. Rezultat może być dodatni gdy wartość szczęścia jest większa niż zero ;-)
Gdy szczęśliwych czynników podczas wyścigu jest wiele można być bardzo zadowolonym i nie trzeba szukać wymówek i usprawiedliwień.
V LESZCZYŃSKI MARATON ROWEROWY był dla mnie historyjką pełną niespodzianek (czy wytrzymam tempo i jaka będzie reakcja organizmu na wysiłek i dystans, których nigdy w życiu nie pokonałem) i walki(czy zdobędę akceptację peletonu i czy dam radę na jednym bidonie :P), która w efekcie trwała 6 godzin i 21 minut.
Człowiek, który ma większe wspomnienia niż marzenia to swego rodzaju definicja trupa, ale... ja czuję się bardzo szczęśliwy z decyzji o starcie i chętnie wracam w myślach do chwil przeżytych w Lesznie. Zdobyłem tam wiele nowych doświadczeń, wiem, że dystans 230km da się pokonać. Zaliczyłem kolejne szlify postawy w wachlarzu, szukania strefy ciszy bezwietrznej, wchodzenia w zakręty, przeskakiwania torów, prowadzenia zmiany, współpracy w grupie oraz cenne wskazówki bardziej doświadczonych jeźdźców. Wyścig ma sens jeśli w trakcie wyścigu nie trzeba się zatrzymywać. Może go nadać jedynie łaska Boga.
Od startu do mety byłem mocno skoncentrowany i świadomy, że przebicie dętki może zniweczyć marzenie aby dojechać na satysfakcjonującej pozycji. Już na 120. kilometrze miałem pierwsze symptomy skurczów. Na 150. kilometrze, w trakcie prowadzenia zmiany na podjeździe, ból w obu nogach spowodował, że na głos się modliłem abym mógł wytrwać. Szczególnie, że zależało mi bardzo aby nie zawieść i przywieźć na METĘ honor ChGK.pl w jak najlepszym stylu i ukoronować wysiłek włożony przez Tomka Podleckiego, który przywiózł mnie na wyścig, i któremu wiatr od początku wyścigu zawiał w oczy :-( Im bliżej METY tym większa motywacja przychodziła, a zarazem pierwsze oznaki wyczerpywania się zapasów energetycznych. Na dwusetnym kilometrze miałem średnią ok. 38km/h...
Po sześciu kilometrach podjazdu (gdzie zaczęło mnie mdlić i chwilowo zacząłem tracić kontakt z rzeczywistością) średnia zaczęła systematycznie maleć. Po doświadczeniach pomylenia trasy w trakcie ostatniego wyścigu w Ustroniu, na ostatnim rozjeździe podumałem chwilkę nad właściwym kierunkiem i pognałem szczęśliwie w kierunku METY.
Osiągnięty czas cieszy ogromnie, bo nie spodziewałem się, że dotrę aż o godzinę i czterdzieści minut wcześniej, niż zamierzałem. Myślę, że zajęte miejsca: 11. w OPEN i 5. kategorii jest wielką nagrodą, adekwatną do pracy jaką włożyłem w kształtowanie formy w tym sezonie. Do niej dokładam właśnie takie czynniki jak: zdrowie, sprawny rower, świetna pogoda, dobrze oznaczona trasa, farciarsko mocna grupa-w której jechałem, brak defektów, łaska, że skurcze nie pozbawiły mnie możliwości jazdy...,(...) i TO WSZYSTKO TYLKO DZIĘKI BOGU abym mógł wjechać na kreskę uuśśmieeechniętyy !! Dziękuję!! Teraz przede mną miesiąc przygotowań i wielkie oczekiwania na start w Pętli Beskidzkiej"
Pozostała część grupy startująca w V LMR pojechała na dystans mini, który tym razem wyniósł około 91 kilometrów.
Należy nadmienić, że w tego rodzaju wyścigach uczestnicy startują w grupach kilkuosobowych. Wspólnie, w jednej w grupie wystartowali kolarze ChGK.

"Analizując, przed zawodami, grupy startowe, zauważyłem, że większość teoretycznie najmocniejszych zawodników startuje w grupach wypuszczanych na trasę za nami. W grupach startujących przed nami trudno mi było doszukać się dużo mocnych kolarzy. Oznaczało to, że prawdopodobnie nadawanie tempa w naszym "peletonie" spocznie na kolarzach ChGK. Tak też się stało. Od startu narzuciliśmy dość wysokie tempo. Dochodziliśmy wielu innych kolarzy startujących przed naszą grupą startową. Z reguły po prostu ich "przechodziliśmy". Na dalszych kilometrach utworzyła się grupa, w której jechałem ja i Paweł Gilewski - wspomina Michał Okoński - towarzystwa dotrzymywał nam Krzysztof Sterna - kolega Pawła. Chciałbym podziękować za współpracę kolarzom jadącym w naszym "mini-peletonie". Dziękuję organizatorom za wyścig, na który chcę wrócić za rok.
Bardzo dziękuję Kamilli Kwiatkowskiej z Zielonej Góry, dzięki której mamy sporo ciekawych zdjęć.
No i przede wszystkim dziękuję Bogu za ochronę, że mogłem cały i zdrowy dojechać do mety. Miałem niemałe problemy sprzętowe. Większość wyścigu przejechałem praktycznie z jednym-tylnym hamulcem.
Warunki pogodowe dopisały. Bardzo lubię ścigać się w słońcu. Do mety dojechałem 12. w swojej kategorii.
Startując w Lesznie wczułem się w rolę kolarskiego "gregario". Jestem zadowolony, że mogłem, choć trochę, pomóc Pawłowi Gilewskiemu, który zanotował, według mnie, bardzo dobry wynik - podsumowuje zawodnik ChGK.
Rzeczywiście jest powód do zadowolenia, bowiem Paweł Gilewski pojechał znacznie powyżej własnych oczekiwań, zajmując bardzo dobre 2. miejsce w kategorii OPEN oraz M3. Zawodnik ChGK startujący na rowerze MTB pokonał dystans dziewięćdziesięciu jeden kilometrów w czasie: 2 godziny 26 minut 31 sekund co dało przeciętną: 37,27km/h (oficjalne wyniki).
Tomasz Król zajął dalsze miejsce, był bowiem 40. w kategorii M2.
Z kolei drugą pozycje w swojej kategorii wiekowej zanotowała Karolina Stachowiak, która dołączyła do ChGK z początkiem sezonu 2010. Niestety, w dalszym ciągu Karolina zmaga się z problemami zdrowotnymi.
Poniżej prezentujemy jej krótką relację:

"Budząc się rano nie dochodziła do mnie jeszcze myśl o starcie. Nie ścigałam się już całe dwa lata ze względu na kontuzję, która nie daje i nie da mi spokoju, bo niestety chrząstka w kolanie nie jest zdolna do całkowitej regeneracji. Wyjechaliśmy dosyć późno i nie zdążyłam nawet pokręcić, ale pomyślałam, że długi dystans to i rozgrzać się zdążę. Niestety Panowie jak powiedzieli tak zrobili - ruszyli ostro od startu i nawet chwili z nimi nie pojechałam. Po jakimś kilometrze miły pan zapytał, czy będę ich gonić, odparłam, że nie ma sensu, a on zaproponował wspólną jazdę w tempie około 30km/h . Trochę posmutniałam, bo taka prędkość wydawała mi się szalenie małą . Jadąc na kole czułam się dobrze, ale wychodząc na zmiany, a raczej zmianki... Można spokojnie powiedzieć, że byłam pasożytem dla miłego pana . Zapiek w płucach, w sumie bez większego bólu mięśni i kolana. Ale wypadła mi jedna soczewka z oka. Jechaliśmy spokojnie, mijając kolejne grupy. Dwie, może trzy większe minęły nas - w tym Szerszenie Trzebnica. Po jakimś czasie to my natknęliśmy się na nich. Dołączyliśmy się i równe 40minut jechałam z nimi, oczywiście pasożytując, chciałam popracować, ale jednocześnie nie chciałam zaniżać średniej. I wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że po 40minutach dojechała do naszej mniejsza grupka i zaczęło się rwanie - nie wytrzymałam, puściłam. To było jakieś 5-10km przed punktem kontrolnym. Jechałam z jednym z Szerszeni, już całkiem wolnym tempem. Później dołączyli się jeszcze jacyś "góralowce" i tak dreptaliśmy aż do pierwszych górek. Dopadł mnie kryzys. Zdrętwiała mi cała lewa noga, łydka, kolano, biodro, aż do nerki - i ni tak, ni tak- ani to rozmasować ani "wytrzepać". Przełożenia uległy radykalnej zmianie, najlżejsze... i tak jakieś 20km strasznie mi się dłużyło. Nie miałam sił, żeby siąść komuś na kole, przyspieszyć. `NIC, NUL, ZERO`. I pomyślałam, że czas mojej świetności już minął. W oczach mieniły mi się dwa kolory- biały i czarny na zmianę. Jakoś dojechałam. Ból w kolanie po zejściu z roweru to jakby ktoś w środku tępą, zardzewiałam blaszką próbował mi je piłować. Szybko wysmarowałam, ścisnęłam bandażem i poczułam trochę ulgi.
Czas 3:15. Czas dwa lata temu 2:36. Przed wyścigiem mówiłam do bliskich, że będzie to dla mnie prawdopodobnie ostatni i zarazem najważniejszy start w karierze, najważniejszy, ponieważ podsumuje cały mój dorobek, starania, miłość do roweru.
Jednak czuję niedosyt... Chciałabym raz jeszcze podnieść poprzeczkę, kto wie...
Dziękuję mojej grupie za uśmiechy i również Kamilli za piękne zdjęcia
Za wsparcie!"
Relacja Pawła:

"Z racji startowania głównie w zawodach MTB, maratonu w Lesznie w ogóle nie brałem pod uwagę. Tym bardziej, że trasa płaska, a ja jednak wolę jak jest trochę pod górę :-) Wiedziałem, że Karolina się szykuje na Leszno, Tomek z Michałem również, więc powstała okazja aby wystartować większą grupą, tym bardziej, że Tomek i Paweł ze Śląska też zapowiedzieli swój przyjazd. Nie pozostało nic tylko zakładać slicki i przygotowywać się do startu. W ostatniej chwili udało mi się jeszcze namówić na start mojego długoletniego kolegę i sąsiada - Krzyśka, z czego się bardzo ucieszyłem. Mocny z niego zawodnik i jak się później okazało idealnie wpasował się do naszego składu. :-) Razem ze mną pojechała również Kamilla, która zrobiła nam (i nie tylko nam) tysiące zdjęć, z których wybrane kilkaset można zobaczyć w naszej gelerii :-)
Od momentu przyjazdu do Leszna do momentu startu czas minął błyskawicznie i nawet nie zdążyłem się porządnie rozgrzać, a już zaczęło się odliczanie. START! i jedziemy... Po jakimś czasie zorientowałem się, że brakuje z nami Karoliny. Niestety została z tyłu, a my brutalnie pognaliśmy dalej. Mijaliśmy co jakiś czas grupy, które wystartowały przed nami. Z takich grup złapało się do nas kilku zawodników. Zmiany były bardzo mocne i trzy razy mało brakowało abym odpadł od grupy. "Góral" ma jednak słabe przyspieszenie. Resztkami sił i z zaciśniętymi zębami udawało mi się jednak dochodzić rozpędzony pociąg. Po takich akcjach musiałem niestety parę minut jechać z tyłu aby dojść do siebie. Dziękuję chłopakom, którzy mi na to pozwalali :-) Oczywiście na miarę możliwości starałem się dawać zmiany. Tempo cały czas było bardzo mocne, średnia ponad 37km/h! W końcówce od grupy odskoczył jeden zawodnik, a za nim udał się w pogoń Michał. Za nimi ruszył ktoś jeszcze, ale ja już nie miałem sił aby gonić. Obejrzałem się do tyłu i widziałem, że z tej grupki co została już nikt nie ma ochoty na mocniejsze pociągnięcie. Robiliśmy co prawda jeszcze starania aby dojść uciekinierów, ale ostatecznie nam odjechali. W końcówce o dziwo trochę odżyłem i starałem się nadawać tempo grupie. Mobilizowaliśmy się wzajemnie i tak dociągnęliśmy do mety, która jak się okazało była ustawiona kilka km dalej niż planowano ;-) Tym samym z 86km wyszło 91km. Muszę przyznać, że jazda w grupie z taką prędkością bardzo mi się spodobała. Jak się później okazało nasz wysiłek przełożył się na dość dobre wyniki. Do samej mety nie dogoniła nas żadna grupa startująca za nami, a było kilka bardzo mocnych. W klasyfikacji rowerów MTB zająłem 2. miejsce w OPEN i 2. w kat. M3. Bardzo przyjemny wynik, którego w ogóle się nie spodziewałem. Nie byłby zresztą możliwy gdyby nie praca całej naszej grupy. Szczególne podziękowania dla Tomka Króla, za włożone serce w pierwszej części wyścigu. Dla Michała oraz Krzyśka za naprawdę świetną zespołową jazdę na dystansie. Wielkie podziękowania również dla dwóch kolegów z wielkopolski, Mariusza (nr 486) i Sebastiana (nr 487), którzy przez wiele kilometrów jechali z nami i nie oszczędzali się. Szacunek dla kolegi Sebastiana za ambicję, upór i determinację. Utkwiło mi to w pamięci.
Po przekroczeniu mety podziękowania, medale, dyplomy, skarpetki... bardzo przyjemna impreza. Dobra organizacja. Podoga dopisała. Teraz coraz częściej myślę o szosie... :-) Do zobaczenia na PB i KK...
P.S. Paweł i Tomek jechali dystans 230km. Dla mnie to jest na razie niezrozumiałe jak można tyle km przejechać na rowerze więc tylko z podziwem patrzyłem na Pawła jak wpadł do nas na trawkę z uśmiechem na ustach po ponad 6h w siodełku. Szacunek. Tomek niestety nie dojechał do mety z powodu defektu, ale 20km piechotą też robi wrażenie. ;-)
Dla formalności:
2. miejsce w OPEN MTB
2. miejsce w M3 MTB
32. miejsce w OPEN szosa+MTB
dystans: ok. 91km
czas: 2h26'31"
średnia: 37,27km/h
"
Zapraszamy do obejrzenia zdjęć autorstwa Kamilli Kwiatkowskiej, które umieściliśmy w naszej galerii.