Aktualności
2. miejsce Daniela w Cyklokarpatach - Żegiestów
2010-07-10
W sobotę, 19 czerwca, w miejscowości Żegiestów, odbył się kolejny wyścig w ramach Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty. Organizatorzy przygotowali ciężką trasę, której skala trudności wzrosła jeszcze po opadach deszczu. Na starcie dystansu MEGA (ok. 45km) stanął przedstawiciel ChGK - Daniel Mazur, który w bieżącym sezonie zamierza walczyć o jak najwyższą pozycję w klasyfikacji generalnej Cyklokarpatów. Pierwszy start można zaliczyć do bardzo udanych. Daniel stanął na podium, zajmując 3. pozycję Open, co dało 2. miejsce w kat. M3!
O trudach rywalizacji można przeczytać w poniższej, krótkiej relacji Daniela:
"19.06 w sobotę, wreszcie udało mi się dotrzeć na maraton. Po długiej, dwumiesięcznej przerwie i kręceniu na szosie wreszcie mogłem zobaczyć co wykręciłem :). Ostatnio pogoda była całkiem dobra co dawało nadzieję na całkiem dobre warunki jazdy, mimo typowo górskich terenów. No ale czasem pojawiają się niespodzianki:). Obudziłem się o 2 w nocy i usłyszałem jak za oknem kapie. No i kapało tak do rana. Spakowałem się jednak i z nadzieją na zanikający deszcz ruszyłem w drogę. Niestety im dalej byłem od domu tym bardziej padało, a w Nowym Sączu wręcz lało i to solidnie. Na miejscu za to okazało się, ze deszczu brak. Przygotowałem się więc do startu co musiało przebiegać bardzo sprawnie gdyż mimo godziny czasu nie było łatwo - biuro zawodów było bardzo oddalone od miejsc parkingowych, mimo iż podjechałem bardzo daleko (moje seicento przeobraziło się w jeepa :)).
Same chwile przed startem przeobraziły się w lekką nerwówkę bo zaczęło ostro lać! Do tego się schłodziło, wiec standardowo dostałem drgawek z zimna :).
Ok. godz. 10:20, czyli z lekkim poślizgiem ruszyliśmy. Sam start OK, tylko że nic nie widziałem bo miałem zalane okulary od deszczu. Jak już uporałem się z pierwszym kilometrem i zaczął się podjazd to je zdjąłem ryzykując bombardowanie oczu przez błoto, a trochę go było.
Sama trasa wiodła głównie pod górę :) kilkukilometrowymi bitymi drogami (wjazd na Wierchomlę, na Runek, Jaworzynę Krynicką). Również dwa potężne zjazdy. Jeden gliniasty, zupełnie bez przyczepności - oczywiście leżałem :), ale było mięciutko - poszedłem ślizgiem:), a drugi to prawdziwy hardcore. Zjazd z Runka do Szczawnika: błotnista rynna z kamorami jak głowy! i nachylenie bardzo duże, a czasem jeszcze większe :).
Dowodem trudności trasy niech będzie to, iż dystans MEGA, który miał ok. 45km pokonałem w 3h07' co dało mi III miejsce OPEN, a II w M3.
W każdym razie trasa świetna, uważam, ze zdecydowanie lepsza niż pierwotnie planowana (zmieniono ją dwa dni przed startem, tak aby była przejezdna). Jeździłem już nie raz w tych okolicach więc się nieco orientuję. Ważne, iż mimo błota, niemal całkowicie przejezdna.
Dziękuję Bogu za to, że dał mi siłę i uchronił mnie przed defektami. No może poza jednym :). Odkręcił mi się koszyk na bidon i musiałem się zatrzymać i odkręcić go całkiem bo blokował mi korby i nie mogłem pedałować. Kosztowało mnie to ok. pół minuty. Jednak nawet tutaj Bóg mi pomógł gdyż do tej pory nie zabierałem na zawody scyzoryka z kluczami, a tym razem bez niego byłbym "ugotowany".
Podziękowania również dla Marysi, za to ze mogłem. Miała zajęcia w szkole, ale zgodziła się zabrać Barnabę (syna) ze sobą, więc dostałem wolne :)."