Aktualności
3. miejsce Pawła w Pierwszym w Polsce biegowym Ultramaratonie 48h!
2010-07-14
W dniach 18-20 czerwca, w Katowicach, z okazji 40-lecia miejscowego AWF odbył się Pierwszy w Polsce biegowy Ultramaraton 48-godzinny. Udział w tej niebanalnej imprezie wziął również przedstawiciel ChGK - Paweł Mrózek. W obecnym sezonie Paweł trenuje i ściga się co prawda w zawodach kolarskich, jednak mając za sobą bogate doświadczenie biegowe z lat ubiegłych, zdecydował się na start w tym prestiżowym Ultramaratonie. Dopingowany z całych sił przez pozostałych członków grupy przebiegł w wyznaczonym czasie 201km (!!!) ustanawiając życiowy rekord oraz zajmując III miejsce w swojej kategorii wiekowej! Gratulujemy!
Oto relacja Pawła z tego niecodziennego wyczynu:
"W czasie tego biegu wierzę, że każdego motywowało coś innego i każdy, kto ukończył jest dumny z siebie. Myślę, że Ci którzy przetrwali 48 godzin są szczęśliwi i dużo bogatsi o zdobyte doświadczenia. Tak naprawdę nikt ze startujących nigdy wcześniej nie pokonał tak ogromnego wysiłku.
Szczerze mówiąc w 44-godzinie biegu z Andrzejem Cejnarem (autorem mojego I maratonu w 2008r.) ze smutkiem oswajaliśmy się z myślami, że za 4 godziny skończy się nasza wspaniała przygoda. Fantastyczne było patrzeć na wszystkich zawodników, u których widniały uśmiechy - przecież większość z nich pokonywała swoje życiowe rekordy!!!
Start w ultra 48h był magnesem dla mnie (I bieg w Polsce, startuje w nim tylu świetnych ludzi, a już w ogóle sam Rektor AWF-u,... jak ja mógłbym tam studiować z myślą, że żaden ze studentów nie podjął walki.).
Celem startu była aktywność przez 48h i bieg z głową.
Uczciwie do biegu wcale się nie przygotowywałem robiąc rozbiegania. Jako, że trenuję kolarstwo, poprzestałem na rowerze, rzeźbieniu brzucha i skakaniu po schodach w wieżowcach.
Wystartowałem z planem aby tylko się ruszać podczas wyścigu (trudno było się oprzeć patrząc na "wariatów", którzy śmigali przez pierwsze 5-10 godzin). Robiłem swoje. Nie chodziło mi o to aby pokonać duży dystans ale o sprawdzenie ile godzin jestem w stanie trzymać się na nogach normalnie funkcjonując. Świetnie się bawiłem w towarzystwie Janusza Banasia, który startował w butach bez skarpetek. Były też protesty kibiców na fantastyczną postawę Oli Niwińskiej, która pokazała amatorom i zawodowcom jak się walczy:
"Tą dziewczynę to należy zdyskwalifikować Evil or Very Mad - podobno na pewnych odcinkach biegła za szybko - a były tam ograniczenia prędkości - co na to sędziowie. Question
Grzegorz - /2 gie miejsce / - zjadł /podobno/ na punktach odżywczych wszystkie banany - nie starczyło dla innych.
Z kolei /3 ci/ - biegł ostanie okrążenia w butach z kolcami.
Moim zdaniem zawody należy uniważnić i powtórzy za tydzień Exclamation"
Uważam, że odniosłem życiowy sukces, bo nie pozwoliłem sobie zmienić celów, jakie sobie postawiłem. Nie spać ani razu (dwie przerwy jakie zrobiłem to masaż. Miały trwać 10-15min, ale z uwagi na poświęcenie masażystek pozwoliłem aby za jednym zamachem przeprowadziły wszystkie rodzaje masażu jakie znają) bałem się też kłaść spać bo nie wiedziałem jaka może być moja reakcja organizmu na bezruch, trzymać równe tempo, odżywiać się na każdym okrążeniu aby nie tracić wagi i być aktywnym!!! Udało się!!!! Wspaniałe wspomnienia (to jakie wsparcie dostałem od grupy ChGK.pl... jest... brak mi słów... Zielona Góra!! Jesteście WSPANIALI!! GC_ (Grzegorz) prawie się spóźnił na wesele przyjaciół, wspierając mnie na trasie, Pistolet (Tomek) z siostrą wydawało mi się pojawiał się co godzinę na rowerze... WALCZĄC z sobą o 02:30 w drugiej dobie wyścigu modliłem się o kogoś, kto poda mi rękę... pojawił się GC_, co było dla mnie oczywiste, bo tak bardzo uwierzyłem w to, że ktoś zaraz mnie uratuje - szedłem za Nim prawie jak dziecko - głupio mi było się pytać czy mogę jak synek z ojcem za rękę... bracia to autorzy tego, że przetrwałem!!!!! Przecież Grzesiu dał mi takiego kopa, że 60 km pokonałem w mgnieniu oka; zawarte przyjaźnie (gesty fair play np. Marka Szustera, który poświęcił swoje marzenia o rekordzie aby robić opatrunek Łukaszowi Aksamitowi, czy postawa Jurka Sztyglica, który zdjął swój ściągacz z bolącego kolana i oddał naszej zwyciężczyni!!!). Do końca życia nie zapomnę 10 godzinnej lekcji rosyjskiego, którą miałem podczas gdy towarzyszył mi brat ze wschodu - Kruhlikau Valery, również miło miło wspominam zawsze uśmiechniętego Węgra. Na słowa uznania zasługuje z mojej strony również w-f'ista, który z początku pędził, potem wesoło biegł, następnie biegł, podbiegał, walczył... Nie każdy potrafi wykazać się taką determinacją.
Gdy ok. 12 godzin przed końcem zorientowałem się, że wynik 200km jest możliwy do osiągnięcia... podjąłem walkę - te ostatnie godziny... wydawało mi się: ale to mało czasu! czy zdążę? Druga noc bez snu była ekstremalna... trasa wydłużyła się jakoś dziesięciokrotnie, powyrastały góry i obraz zaczął latać co najmniej jak w wesołym miasteczku...
W momencie gdy pokonywałem ze łzami w oczach 201 kilometr był to dla mnie najwspanialszy prezent na 21 urodziny!!!! Swego rodzaju próba dorosłości. Dystans pokonałem 1,5 godziny przed końcem. P. August J. pytał się mnie: Czemu dalej nie biegniesz? Odpowiedziałem: Gdybym startował na wynik pewnie bym walczył, ale obecnie po co? Zrealizowałem CELE, po drugie jestem w sezonie kolarskim, a nie biegowym. Z uśmiechem pozwoliłem poświęcić zajmowane wówczas I msc.-e w kategorii, wyprzedzić się przez chłopaków o jedno/dwa okrążenia. W zamian na dekoracji Oni mogli się również cieszyć z I i II-go msc.a, równie jak ja z niespodziewanego III-go. Na MECIE... tak ten, który chyba bardziej wierzył we mnie niż ja sam.... Dostałem WIELKĄ anty-ramę, na której śmieją się chłopaki, startujący w Lesznie w tym roku!!! Patrząc na tą nagrodę mam przed oczami.... Waszą gorącą miłość, wsparcie i rodzinną atmosferę!!!!!"